niedziela, 19 sierpnia 2018

#61 "Trzy metry nad niebem" Federico Moccia



Skończyłam właśnie czytać "Trzy metry nad niebem" i muszę z przykrością przyznać, że jestem tą książką dość rozczarowana. Pierwszy raz czytałam ją jakieś pięć lat temu i wówczas byłam zachwycona historią Babi i Stepa, pozostała mi ona długa w pamięci, w książce miałam zaznaczone mnóstwo cytatów, którymi miałam ochotę wytapetować sobie pokój i najzwyczajniej w świecie pokochałam tę pozycję. Jak to się więc stało, że kiedyś historia przeze mnie uwielbiana teraz okazała się być mierna? Jak to się stało, że moje ukochane "Trzy metry nad niebem" nie spodobały mi się, a wręcz okazały się czymś złym, czymś do czego mam wiele zarzutów? Zaraz się wszystkiego dowiecie, tylko na początek  kilka słów o fabule.

Babi jest grzeczną nastolatką, przykładną córką i wzorową uczennicą. Pewnego dnia poznaje Stepa, który jest jej całkowitym przeciwieństwem-chłopak to chuligan, który wdaje się w bójki, kradnie i bierze udział w nielegalnych wyścigach motorowych. Para zakochuje się w sobie i pod wpływem nowej relacji zmienia się. Step dzieli się z Babi swoją przeszłością, która tłumaczy jego agresywne zachowanie. Czy ta dwójka ma szansę na miłość?

Zacznijmy od tego, że ku mojej rozpaczy nie będzie to zbyt pochlebna recenzja, ponieważ znalazłam w tej książce wiele wad i kwestii, które mi się nie podobały. Autentycznie po skończeniu tej pozycji byłam w głębokim szoku, bo zapamiętałam tę historię zupełnie inaczej. Dla mnie było to takie małe arcydzieło, które przez długi czas sprawiło, że ja nawet nie chciałam obejrzeć jego ekranizacji, bo byłam przekonana, że zepsuje mi ona całą historię i okaże się całkowicie spartaczona, a wychodzi na to, że jest inaczej.

Pierwszym zarzutem do "Trzech metrów nad niebem" z pewnością jest styl autora, z którym miałam chyba największy problem. Książka ta ma lekko ponad trzysta stron i pierwsza połowa to była dla mnie totalna jazda. Jest ona napisana bardzo chaotycznie, nieskładnie i nieuporządkowanie. Autor co nuż przeskakuje do coraz to nowszych miejsc, wprowadza wiele nazw ulic, marek, obiektów, a do tego bardzo szybko wplata kolejnych bohaterów, których jest naprawdę sporo i przez co samych imion jest już dość dużo do zapamiętania. Wszystko to sprawia, że w książce pojawia się lekki zamęt, co znów prowadzi do tego, że na początku ciężko jest się połapać w tej historii i się w nią wciągnąć. Z początku każdy kolejny, KRÓTKI rozdział to nowa perspektywa, nowy bohater i jego historia i ten zabieg sprawia, że czytelnik może się pogubić w tej książce.
Później już, mniej więcej po połowie książki, to się zmienia. Nie ma tego chaosu i wciąż pojawiających się nowych perspektyw i bohaterów, ale ten styl nadal nie zachwyca. On jest bardzo przeciętny i prosty. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że Federcio Moccia skupia się na rzeczach mało istotnych, np. opisie zachodzącego słońca lub ubioru bohaterów, a nie na samej psychice postaci, ich kreacji czy przedstawieniu sytuacji w jakiej się znaleźli. 
Również końcówka książka nie zmienia się zbytnio pod względem tego dość miernego stylu. Odniosłam wrażenie, że autor poszedł po najmniejszej linii oporu, bo tak jak z początku konsekwentnie rozwijał wydarzenia, tak później wszystkie wątki kończył w błyskawicznym tempie. Wiem, że nie mógł rozwlekać tej historii na niewiadomo ile kartek i wciąż opisywać tę rutynę, w którą wpadli bohaterowie, ale nie zmienia to faktu, że w pewnym momencie wszystko zmierza tak szybko do końca, ucina się, jest duże przyspieszenie w czasie, pewne wydarzenia, o których dość przyjemnie by się czytało, autor opisuje w trzech/pięciu zdaniach i nagle jest BAM! I koniec.
Sama końcówka również nie zachwyca, bo Moccia opisał ją dość mdle i bez wyrazu. Ona nic nie wnosi, nie tłumaczy, nie przekazuje jakiejś myśli, ona po prostu jest



Wspomnę jeszcze krótko o dialogach, które okazały się być dość sztuczne, pełne egzaltacji, uniesienia, wręcz przesadzone i nierealne w tej swojej emocjonalności. Często też odnosiłam wrażenie, że zwykli nastolatkowie nie mówią tak, jak przedstawił to autor. 

Czytając tę książkę drugi raz, nie znalazłam w niej wszystkich cytatów, o których pamiętałam. I teraz nie wiem, czy mnie się pomieszały cytaty z filmu i książki, przez co nie znalazłam ich w wersji papierowej, (bo występowały tylko w ekranizacji), czy to może z wydaniem było coś nie tak. No ale tego już nie drażę. Będąc jednak przy kwestii wydania, nie mogę nie wspomnieć o błędach, jakie znalazłam w tekście, a wiedzcie, że ja nie czepiam się przecinków, błędów w pisowni czy tego, że ktoś zapomniał dać spacji, przez co jedna linijka tekstu jest połączona, a więc jest coś na rzeczy. Chodzi o to, że niekiedy w tekście brakowało jakiegoś słowa, którego trzeba się było domyślić lub znajdował się w nim wyraz od czapy, bezsensowny, który w ogóle nie pasował do opisywanej sytuacji i z pewnością nie miał się tam znaleźć

Historia Babi i Stepa zawsze mi się podobała i pod tym kątem nic się tutaj nie zmieniło. Można powiedzieć, że mam do niej taki sentyment, który sprawia, że ja wciąż z przyjemnością czytam o wyścigach na vespach, o środowisku, do którego wkracza Babi, o tej nutce szaleństwa, którą w jej życie wprowadza Step. I ja mam świadomość, że to jest bardzo schematyczna historia, że bohaterowie są dość sztampowi, a ich związek przewidywalny (wiecie: on-chłopak z przeszłością, ona-szara myszka, zakochują się w sobie, później kłócą, godzą, itd....), ale mimo wszystko mnie to wciąż ekscytuje i podoba mi się. Tutaj na plus na pewno przemawia również klimat tej powieści, bo nie jest to standardowe amerykańskie środowisko, ale słoneczne, gorące Włochy, czyli inna, ciekawa kultura, egzotyczne jedzenie i nowe imiona. 

Finalnie książka nie powaliła mnie na kolana, tak jak zrobiła to za pierwszym razem. Może wpływ na to mieć "moje doświadczenie książkowe", bo jednak minęło pięć lat odkąd czytałam tę książkę po raz pierwszy i co ważne było to na początku mojej przygody czytelniczej, kiedy uświadomiłam sobie, że są książki, które nie są lekturami, nie muszą być nudne, ale mogą bawić, wciągać i zachwycać. A jednak od tamtej pory tych książek przeczytałam dość dużo, przez co znam te utarte schematy, poznałam wiele wyśmienitych stylów i historii, przez co ta nie wydaje mi się już niczym niezwykłym.


TYTUŁ: Trzy metry nad niebem

TYTUŁ ORYGINALNY: Tre metri sopra il cielo

AUTOR: Federico Moccia

WYDAWNICTWO: Muza

DATA WYDANIA: 20 czerwca 2012 r.

KATEGORIA: romans/młodzieżówka

LICZBA STRON: 336

TŁUMACZENIE: Krystyna i Eugeniusz Kabatcowie 




Czytaliście?
Co sądzicie?
Widzieliście film?
Co wolicie?
Dajcie znać w komentarzach! ♥

~Marta

26 komentarzy:

  1. Doskonale rozumiem Twoje rozczarowanie, bo sama często zastanawiam się jak kiedyś mogłam przyznać danej książce tak wysoką ocenę ;) im więcej czytamy tym większe mamy wymagania od książek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może to prawda! Aż się teraz obawiam powracać do innych książek, żeby nie zepsuć sobie dobrego wrażenia. A jakie książki Ciebie rozczarowały?
      Pozdrawiam ❤

      Usuń
  2. Raczej nie skuszę się na tą serię. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat omawiałam jedną książkę, a nie serię 😂

      Usuń
  3. Kiedyś zaczęłam czytać tę książkę, ale nie byłam w stanie jej dokończyć. ;/ Natomiast film bardzo mi się podobał. :D
    Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz w pełni Cię rozumiem.
      Film jest fantastyczny! Za każdym razem jestem nim zachwycona! ❤
      Pozdrawiam ❤

      Usuń
  4. Jestem jedną z tych nielicznych osób na Ziemi (a przynajmniej takie odnoszę wrażenie), która nie czytała jeszcze tej książki, ani nie oglądała jej ekranizacji. Słyszałam za to, że styl tego autora jest bardzo specyficzny. Sama nie wiem czy kiedyś sięgnę po tę powieść, właściwie to nie jest moja ulubiona tematyka, ale może na film się wreszcie skuszę :D
    Tak się właśnie zastanawiałam czy gdybym teraz sięgnęła na przykład po "Niezgodną", którą pokochałam jakieś 3-4 lata temu, teraz też tak samo by mi się podobała... Muszę to kiedyś sprawdzić!
    Pozdrawiam ciepło! ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że film warto obejrzeć, bo jest CUDOWNY! ❤ A jeśli chodzi o książkę to decyzję pozostawiam twojemu wyborowi.
      Wiesz, że sama się nad tym zastanawiałam? Sama "Niezgodną" pokochałam jakieś 3 lata temu i pamiętam, że pierwszy tom czytałam nawet jakieś 8 razy! Nie wiem, czy teraz też by mi się tak spodobała. Aż się boję spróbować.
      Pozdrawiam ❤

      Usuń
  5. Oj, a już sądziłam, że tylko ja jestem uprzedzona do tej książki, chociaż przyznam, że film kiedyś bardzo mi się podobał. Styl autora pozostawia wiele do życzenia, ale szczerze mówiąc po czasie to mnie najbardziej denerwowały postaci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie teraz najbardziej w oczy rzucił się właśnie ten styl, więc nie skupiłam się aż tak bardzo na bohaterach, ale ich kreacja bez wątpienia pozostawia wiele do życzenia.
      Pozdrawiam! ❤

      Usuń
  6. Dlatego ja nawet ulubionych książek nie czytam po raz drugi, bo chcę zachować dobre wspomnienia. :) Tę historię znam z filmu, który bardzo mi się podobał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest to takie złe rozwiązanie. Zawsze to można miło wspominać książkę.
      Film za to jest bardzo udany, więc nie dziwię się, że ci się bardzo podobał!
      Pozdrawiam ❤

      Usuń
  7. Czytałam, ale nie wrócę do tej historii. Polecała mi ją koleżanka, która była zachwycona filmem. Mnie, aż tak nie uwiodła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni rozumiem. Ile ludzi, tyle opinii. I to jest fajne 😉
      Pozdrawiam ❤

      Usuń
  8. Ja przeczytałam tę książkę w zeszłym roku i muszę przyznać, że jest to jedna z moich ulubionych, bo uwielbiam romans pomiędzy Babi a Stepem. Jednak ostatnio przeczytałam ostatnią część tej trylogii - "Trzy razy ty" i zgadzam się z tobą w kwestii stylu autora. Dużo niepotrzebnych opisów, ogólny chaos.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że książka ta aż tak bardzo cię urzekła. Romans pomiędzy Babi i Stepem bardzo podobał mi się w filmie, a w książce po prostu był. Nie czytałam kolejnych części, bo słyszałam, że są dużo gorsze od pierwszej. Po twoich słowach wnioskuję, że coś w tym jest.
      Pozdrawiam ❤

      Usuń
  9. Dlatego tak kocham różnorodność literatury, zawsze znajdziemy coś co nas urzeka i coś co możemy obsmarować. Przyznaję, że nie czytałam Trzech metrów... film owszem widziałam, kocham bardzo, a jednak z jakiegoś powodu ominęłam pierwowzór książkowy. Sądząc po Twojej recenzji raczej tego nie żałuję zwłaszcza, że płytko napisanych historii (gdzie w filmie emocje aż buzują) nie trawię. Uf, wreszcie jakaś recenzją od Ciebie, która mnie zniechęca a nie jak zwykle zachęca ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Film widziałam, ale książki nie miałam okazji czytać. Muszę to nadrobić - jestem ciekawa jakie u mnie pojawią się odczucia :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też film widziałem ,ale książki jeszcze nigdy nie czytałem.

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajna, analityczna recenzja, która... całkowicie wyleczyła mnie z chęci lektury tej książki ;)
    A co do kiepskiej redakcji, to ostatnio też trafiam na książki, które wołają o pomstę do nieba pod tym względem. Przykre, że nie szanuje się słowa w literaturze :(

    Pozdrawiam,
    Ewelina z Gry w Bibliotece

    OdpowiedzUsuń
  13. Z komentarzy w tym wątku dowiedziałem się bardzo dużo dodatkowych wiadomości.blog też jest bardzo dobrze prowadzony.

    OdpowiedzUsuń
  14. Super artykuł. Jako fan całej trylogii przeczytałem wszystkie 3 części i obejrzałem 2 ekranizacje.Polecam

    OdpowiedzUsuń
  15. Czytałam tę powieść, ale dawno temu, podobała mi się, jednak szału nie robiła. Dla mnie dużo lepszy był film :)

    Z e-BOOKIEM POD RĘKĘ

    OdpowiedzUsuń
  16. Jestem pewny że tym blogiem zainteresuje się bardzo dużo ludzi.Jestem tego pewny nawet na 100 procent tak naprawdę.

    OdpowiedzUsuń