czwartek, 20 października 2016

#26 "Rywalki", "Elita", "Jedyna" Kiera Cass [Uroczy schemat?]




OPIS FABUŁY "RYWALEK":

W królestwie Illei za niedługo rozpoczną się Eliminacje. Trzydzieści pięć dziewcząt będzie starało się skraść serce księcia Maxona, a co za tym idzie-zostać jego żoną i stać się przyszłą królową Illei. 
Społeczeństwo Illei jest podzielone na numerki. America Singer jest szóstką, czyli należy do kasty artystów. Jej rodzinie nie za dobrze się powodzi-brak pieniędzy i pusty brzuch to nic nowego w rodzinie Ami. Dziewczyna za namową matki, a także ukochanego-Aspena-decyduje się wysłać formularz zgłoszenia do Eliminacji. Ku jej wielkiemu zdziwieniu zostaje jedną z kandydatek. Ami musi opuścić dom i swoją miłość, co jej się za bardzo nie podoba. 
Jednak, gdy poznaje księcia Maxona, zastanawia się, czy ta rywalizacja będzie aż taka zła.  



MOJA OPINIA:
  
Ta książka mnie prześladowała. Widziałam ją wszędzie-WSZĘDZIE. Blogosfera przelewała się od jej recenzji, strony na Facebook'u zachwycały się tą powieścią, księgarnie eksponowały ją tak, by była widoczna z kilkunastu metrów. Seria "Rywalki" jest bardzo popularna i wielu książkoholików wymienia ją jaką swoją ulubioną. Czy dołączyłam do tego grona? Zdecydowanie nie. 

Zacznę może od negatywów, bo jest ich niestety więcej.

SCHEMATYCZNOŚĆ. 



Wiem, że w dzisiejszych czasach bardzo trudno stworzyć oryginalną historię, która nie będzie przypominała żadnej innej. Tak zwanych dystopii i utopii jest teraz mnóstwo i często mają one właśnie elementy wspólne, schematy są powielane, a motyw przewodni podobny. Są oczywiście autorzy, którzy potrafią od tej szablonowości odejść i robię to w naprawdę świetny sposób, ale Kiera Cass się do nich nie zalicza.



"Rywalki" bardzo przypominały mi "Igrzyska Śmierci", i jak piszę tu, że "bardzo" to mam na myśli BARDZO BARDZO!!
Przedstawię Wam to na podstawie takiego porównania:




---> Społeczeństwo Illei jest podzielone na tych "lepszych" i "gorszych". Oczywiście pałac jest najbogatszy, "jedynki", "dwójki" i "trójki" także do biednych nie należą, a im dalej w dół tym większa bieda, nędza, wyzysk i ubóstwo. (R)

---> Społeczeństwo Panem jest podzielone na dystrykty. Kapitol rządzi wszystkim, jest najbogatszy i pławi się w luksusach. Dystrykty: 1, 2 i 4 są uprzywilejowane i mają wszystko czego im trzeba. Im bardziej w dół tym większa bieda, bezrobocie i śmierci z głodu. (IŚ)

---> Motyw rebeliantów, który w pierwszym tomie został tylko zarysowany, w drugim prawie że pominięty, a w trzecim wytłumaczony. Nie jest to wątek główny, ale występuje. (R)

--->Pojawia się dobrze zarysowany motyw rebeliantów, którzy podejmują walkę z Kapitolem. Wyraźnie zarysowany w trzecim tomie (bunt, zamieszki, wojna). (IŚ)

--->America Singer zgłasza się do "Eliminacji" w znacznej części po to, by jej rodzina dostała wynagrodzenie-pieniądze. Robi to by wesprzeć bliskich i dać im szansę na lepsze życie. (R)

--->Katniss Everdeen zgłasza się do "Igrzysk" za swoją siostrę. Chce zapewnić jej bezpieczeństwo i dać szansę na normalne życie. (IŚ)

--->America powiedziała, że jest taką przedstawicielką, symbolem ludzi biedniejszych, dając im tym samym nadzieję na na lepsze życie. (R)

--->Katniss staje się twarzą rebelii. Jest Kosogłosem-symbolem wolności. Prowadzi ludzi do zwycięstwa, daje im szansę na lepsze życie i równe traktowanie. (IŚ)

--->Trójkąt miłosny: America kocha Aspena, ale musi go opuścić ze względu na "Eliminacje". Tam poznaje Maxona, do którego zaczyna coś czuć. (R)

--->Trójkąt miłosny: Katniss czuje coś do Gale'a, ale z powodu "Igrzysk" musi się z nim rozstać. Tam poznaje Peetę. Między nimi rodzi się uczucie. (IŚ)

--->Rywalizacja trzydziestu pięciu dziewczyn o męża i koronę, czyli o lepsze życie. Wiadomo, że księżniczką ma zostać tylko jedna z nich. (R)

--->Rywalizacja dwudziestu czterech osób. Walka o przetrwanie, o życie będące "Życiem zwycięzcy"-bogactwo, dostatek, pozycja społeczna. Wygrać może tylko jedna osoba. (IŚ)


Sami więc widzicie, że to podobieństwo do innych dystopii (tu: do "Igrzysk Śmierci"), ta schematyczność gdzieś w "Rywalkach" została i jak dla mnie jest to ogromny minus tej powieści, bo przez to nie jest ona wyjątkową, oryginalną i  ciekawą historią, a myślę, że właśnie na taką potencjał był ogromny.





Kolejną wadą tej książki jest PRZEWIDYWALNOŚĆ.

Nie wiem, czy to dlatego, że już znałam po części zakończenie historii, czy dlatego, że książka jest po prostu do przewidzenia, ale nic mnie w "Rywalkach" nie zaskoczyło. Od początku wiedziałam, co się wydarzy, jak rozwiną się pewne wątki, jakie relacje będą panować między bohaterami, a zakończenie nie było intrygujące, nie zachęciło mnie do dalszego czytania tej serii. Było do bólu banalne, oklepane i szczerze mówiąc to nijakie. Nic ta książka nie wniosła do mojego życia, nie dostarczyła mi nowych, świeżych wrażeń. Nie znalazłam w niej przepięknych cytatów, skłaniających do refleksji ani przesłania, o którym mogłabym rozmyślać godzinami. Jest tu banał na banale, zero jakiejkolwiek akcji, dynamiczniejszych wydarzeń i nawet napady rebeliantów były takie bez polotu. 




Następnym bardzo negatywnym elementem jest GŁÓWNA BOHATERKA.

Na początku America nie chce wysyłać formularza do "Eliminacji", ale kiedy już to robi, twierdzi, że nie ma najmniejszych szans na zakwalifikowanie się. Chce tylko, by rodzina dała jej spokój, a swoje szanse od początku stawia na równi zera. Uważa, że książę nigdy nie wybrałby tak nieatrakcyjnej dziewczyny jak ona, więc nie ma się czym martwić. Taaaa....America bez przerwy powtarza jaka to ona jest brzydka, beznadziejna i nijaka. Uparcie trzyma się tego, chociaż wszyscy jej mówią, że jest naprawdę ładna i mądra. Nienawidzę takich osób. Użalają się nad sobą, a wydaje mi się, że w głębi serca dobrze wiedzą o swoich zaletach, tylko cieszy ich fakt ciągłego komplementowania. UGH -.- 

Okey, jesteśmy na etapie, w którym Ami mówi, że nie ma żadnych szans, ale mimo to wciąż rozmyśla jakby to było znaleźć się w pałacu. Przez pierwsze kilkadziesiąt stron tylko na tym się skupia. Kiedy już dostaje się do grupy 35 dziewczyn, trafia do pałacu i odnajduje się w nim jakby urodziła się księżniczką. No, cholera jasna! Biedna dziewczyna, która nie miała czasem, co do garnka włożyć, nagle w roli "księżniczki" odnajduje się idealnie-wydaje rozkazy, ma nienaganne maniery.....Ja wiem, że jakąś przyzwoitość i klasę trzeba zachować, ale takie zachowanie jest raczej mało realne. 






Przez kolejne 200 stron America była bardzo sympatyczna. Pokazała swoje dobre serce, mądrość i rozwagę. Myślałam, że nawet mogę ją polubić, pomimo tego słabego początku. Ale nie. NIE! Ostatnie 30 stron to była istna tortura. Ami zachowała się jak nieodpowiedzialna, głupia dziewucha i naprawdę miałam wielką ochotę ją zamordować. Zastanawiałam się, gdzie zniknęła ta rozważna, mądra dziewczyna i czemu nagle w książce pojawia się jakaś infantylna dziewczynka. Wówczas na zawsze przekreśliłam pannę Singer i tym oto sposobem dołączyła ona do Teresy z "Więźnia Labiryntu", Tessy z "Mechanicznego Anioła" i Allyson z "Ten jeden dzień". GRATULACJĘ!
Nie wiem, dlaczego autorka zdecydowała się uczynić Americę narratorką tej powieści, ale pani Cass popełniła fatalny błąd! Swoimi przemyśleniami dziewczyna tylko irytuje i zniechęca do tej książki! Gdybym musiała słuchać jej myśli 24/7 to chybabym oszalała albo dokonała jakiejś zbrodni. 



Chyba już ostatnią negatywną cechą "Rywalek" jest STYL AUTORKI. 

Nie wiem, czy to wina tłumaczenia, czy Kiera Cass tak pisze, ale kilka zdań w tej książce było dla mnie kompletnie niezrozumiałych. Niektóre wypowiedzi wyglądały jakby kilka wyrazów posklejano ze sobą całkiem przypadkowo i dano je jako zdanie. Często były one pozbawione sensu i albo musiałam przeczytać je kilka razy, żeby móc je zrozumieć albo się poddać i domyślić się, co autorka miała na myśli. Znalazłam też kilka literówek, co zdarzyło mi się po raz pierwszy, ale to już chyba wina wydawnictwa. Nie wiem, więc jak coś to przepraszam wydawcę. 

I jeśli już jesteśmy przy wydaniu, to nie mogę nie wspomnieć o okładce "Rywalek".  Jest ona tak piękna, tak magiczna i dziewczęca, że mogłabym ją podziwiać godzinami. Suknia jest piękna-kocham stroje z dawnych czasów, a sukienka do samej ziemi to istny obłęd, połączenie koloru niebieskiego i białego jest olśniewające, a całość tworzy niezwykły, baśniowy efekt. 

Tym oto akcentem przeszliśmy do pozytywnych cech książki. Nie martwcie się-są tylko dwie, więc za bardzo się nie rozpiszę. 






Po pierwsze SZYBKOŚĆ CZYTANIA.

"Rywalki" przeczytałam w jeden dzień. Moim zdaniem jest to książka na jedno posiedzenie. Rozdziały są krótkie, treść zwięzła i na temat, brak tu nudnych opisów i niepotrzebnych fragmentów. Pomimo tego, że fabuła była banalna i nic nadzwyczajnego się w tej książce nie działo, to cały czas o niej myślałam. Ma ona w sobie coś takiego, co mnie do niej przyciągało. Z każdym kolejnym rozdziałem miałam ochotę na więcej i więcej. 


Po drugie MAXON.

Książę jest na dobrej drodze by stać się moim "książkowym mężem", ale jeszcze zobaczymy. Był on jedynym bohaterem jakiego polubiłam i czekałam tylko na rozdziały z jego udziałem. Maxon jest trochę nieśmiały, ale ta jego nieporadność jest urocza. Do tego to materiał na dobrego, mądrego władcę i czułego, kochającego męża. Ma poczucie humoru i bez wątpienia umie rozbawiać. Moim zdaniem to on robił tę historię i sprawił, że nie miałam jej dość. To ze względu na niego sięgnę po drugi tom tej serii. Maxon jest przeuroczy i przekochany i moje nastoletnie serce bardzo go polubiło.




Podsumowując, "Rywalki" to schematyczna, prosta opowieść, nie wymagająca od czytelnika większego zaangażowania. Nic nowego do życia nie wnosi i jest takim "odmóżdżaczem". Irytująca bohaterka i duże podobieństwo do "IŚ" sprawią, że raczej nisko ją ocenię. Mam do niej mieszane uczucia, gdyż postać Maxona i możliwość przeniesienia się myślami do królestwa-do pięknych sukien i okazałych pomieszczeń-była czymś fantastycznym i przez chwilę poczułam się jak mała dziewczynka, marząca o swoim księciu, balu i pierwszym pocałunku. 
Dostrzegam jednak jej liczne wady, przez co "Rywalki" na pewno nie zagoszczą na długo w moim sercu.




"ELITA"

Daruję sobie opis fabuły, gdyż akcja dalej dzieje się na zamku, nadal trwają "Eliminacje" i myślę, że już mniej więcej wiecie w jakich klimatach "siedzimy".

O "Elicie" wypowiem się bardzo krótko, bo nie chcę by ten post był za długi i szczerze to mało mam o niej do powiedzenia, a do tego działy się w niej te same sytuacje co w pierwszej części.




Była tak samo średnia jak "Rywalki", a nawet gorsza. Zero akcji, te same nudne wydarzenie i America. O ile w pierwszym tomie ta dziewucha była jeszcze do zniesienia, o tyle ta część z jej udziałem to porażka. Naprawdę chyba najgorszy błąd jaki popełniła  Kiera Cass to narracja pierwszoosobowa z punktu widzenia Americi. Kiedy musiałam czytać o jej niedorzecznych rozterkach, absurdalnych problemach i nielogicznych dylematach, to myślałam, że gorzej już być nie może. Bez przerwy główna bohaterka myśli tylko nad tym, którego z mężczyzn ma wybrać. Raz odtrąca tego, innym razem drugiego, a potem robi sceny zazdrości-zwłaszcza Maxonowi, kiedy ten zacznie zwracać uwagę na inne dziewczyny. Miałam ochotę rzucić tą książką o ścianę i zdeptać ją, ale nie mogłam, bo nie była moja....Gdyby nie ta jedna rzecz, to zrobiłabym to bez wahania, gdyż jeszcze chyba nigdy nie męczyłam się tak z czytaniem książki. America króluje na liście irytujących bohaterek!




"JEDYNA"

Ten tom polubiłam najbardziej ze wszystkich trzech. America w końcu się opamiętuje, chociaż ma tam pewne odchyły pewne wpadki jej się zdarzają,  to już jej to wybaczam, bo dziewczyna naprawdę się postarała i wydoroślała. 




W "Jedynej" został rozwinięty wątek rebeliantów, który bardzo mnie ciekawił.  Tego elementu było tu bardzo dużo, z czego się ucieszyłam, bo dzięki niemu coś się w końcu działo, jakiś dreszczyk emocji on wywołał i sprawił, że akcja nabrała tempa. Pozostał jednak jakiś tam niedosyt, bo myślę, że można byłoby ten wątek bardziej dopracować i zwrócić na niego większą uwagę już we wcześniejszych tomach, przez co moim zdaniem ta trylogia wiele by zyskała. Niemniej jednak motyw ten był bardzo dobry i pod koniec książki pozostawił mnie w lekkim szoku. 



Maxon oficjalnie stał się moim mężem! ♥ Jest to taki bohater, który skrada serce czytelniczek od samego początku i z biegiem czasu udowadnia nam, że warto było ofiarować mu tę miłość. Myślę, że książę jest takim mężczyzną, o którym marzy większość z nas.



Rozwiązanie całej historii bardzo mnie zadowoliło. Cieszyłam się, że autorka skończyło to w taki, a nie w inny sposób. Kiera Cass wyraźnie poprawiła swój styl pisania w tej części i "Jedyną" czytało mi się niezwykle przyjemnie. Myślę, że sięgnę po dalsze części tej serii, opowiadające już o kimś innym i mam nadzieję, że się nie zawiodę. 

Pewnie zastanawiacie się dlaczego zdecydowałam się sięgać po kolejne tomy serii "Selekcja" skoro już pierwszy był dla mnie bardzo zły. I szczerze to trudno jest mi to wytłumaczyć, ale się postaram.

Te książki mają niesamowity klimat! Jest to jeden (oprócz Maxona) z największych plusów tej historii. Pomimo wszystkich błędów, które musiałam tym książkom wypomnieć, to czuję do nich coś w rodzaju sympatii. Byłam szalenie ciekawa dalszej historii dziewcząt i cały czas pragnęłam powrócić do tego magicznego świata Illei. Jednym słowem-zaangażowałam się i to naprawdę mocno.

Ta trylogia ma liczne błędy, ale moje nastoletnie serce zaakceptowało je (może oprócz Americi), bo dostałam uroczą, słodką opowieść, która pozwala mi wierzyć w miłość jak z bajki. No bo umówmy się-jestem nastolatką, mam prawo wierzyć w taką miłość jaka została tu ukazana, mam prawo marzyć, bo nie znam jeszcze trudów życia i cierpienia, które potrafi ono zadać. 

 "Rywalki", "Elita" i "Jedyna" były dla mnie niezwykle przyjemną i wspaniałą przygodą i chyba jednak nie zapomnę tych książek tak szybko, jak mi się wydawało.





CYTATY-warte przeczytania:


"Podskakiwałam po sali jak ślepy łoś, ale brak naturalnej gracji nadrabiałam zapałem."
[O zakochaniu]: "To najcudowniejsza i najbardziej przerażająca rzecz, jaka może ci się przytrafić-odparła.-Wiesz, że udało ci się znaleźć coś cudownego i  chcesz to zatrzymać na zawsze, ale jednocześnie w każdej sekundzie obawiasz się, że możesz to stracić."
"Złam mi serce. Złam je tysiąc razy, jeśli zechcesz. Możesz z nim zrobić, co chcesz, bo należy tylko do ciebie."


OCENA KOŃCOWA:

 "RYWALKI", "ELITA", "JEDYNA":

FABUŁA: 5/10,  5/10,  7/10

STYL AUTORA: 6/10,  7/10,  8/10

BOHATEROWIE: 7/10,  8/10,  8/10

OKŁADKA: 10/10,  9/10,  10/10

Wynik końcowy:  28/40,  29/40,  33/40





Z chęcią przeczytam Wasze opinie na temat tej książki. 
Jeśli ją lubicie, napiszcie mi, dlaczego?
Jeśli jej nie lubicie, także chętnie poczytam o przyczynach?
Dyskutujmy, moi drodzy!


Dziękuję Ci K. za pomoc-jesteś niezawodną przyjaciółką! ♥♥♥


~Jęcząca Marta



38 komentarzy :

  1. Faktycznie, negatywna recenzja. :D
    Jeszcze jakiś czas temu miałam ochotę na te książki, ale naczytałam się całkiem sporo tych mniej przychylnych recenzji. Ostatnio stałam się bardziej wybredna i sądzę, że główna bohaterka by mnie bardzo denerwowała. :P
    Dobrze, że Ty znalazłaś plusy tej serii. Chodzi mi tu oczywiście o Maxona. ;)

    Pozdrawiam, Jools and her books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahah :D No niestety porozpływać się nad tą książką nie mogłam.
      Właśnie po tym całym szaleństwie na nią, zaczęły się pojawiać negatywne opinie i teraz już wiem dlaczego.
      O tak! Główna bohaterka z pewnością by Cię denerwowała! Ona denerwuje wszystkich!
      Maxon jest wspaniały! ♥
      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Nie do końca się zgodzę, bo ja naprawdę uwielbiam tą serię. Igrzyska są moją ulubioną trylogię i nie widzę aż takich nawiązań - wg mnie jest ich zdecydowanie więc np. w Niezgodnej czy innych seriach których tytułów nie pamiętam.
    Sądzę, że skoro ta trylogia średnio ci się spodobała, to kolejne dwie o losach ich córki kompletnie nie przypadną ci do gustu. Ja sama się lekko zawiodłam, mimo, że losy Ameriki uwielbiam :D
    Ale każdy ma inny gust ;)
    Buziaki ♥
    Viks Follow

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie każdy musi się ze mną zgadzać. To jest właśnie świetne w prowadzeniu bloga-można poznać zdanie tak wielu osób i wymienić się wrażeniami po przeczytaniu danej książki. Oczywiście Twoją opinię szanuję!
      "Rywalki" również przypominały mi "Niezgodną", ale w mniejszym stopniu niż "Igrzyska...". Nie wiem czy tylko ja zauważyłam to podobieństwo, ale tak mnie po oczach raziło.
      Tak myślisz? No cóż, trochę mi smutno, bo jednak ten klimat w tych książkach był, ale skoro "Następczyni" i "Korona" są gorsze, to chyba nie będę marnować na nie czasu.
      Buziaki! ♥

      Usuń
  3. Piękne okładki, beznadziejna fabuła. Najlepiej pokazuje to inspiracja Igrzyskami, na którą też zwróciłam uwagę i zupełnie rozmemłani bohaterowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Okładki zasługują na wielkie oklaski dla wydawnictwa! Fabuła nie powala, to fakt.
      Czyli nie tylko ja zwróciłam uwagę na to podobieństwo do "Igrzysk..."? UFFF.... Już myślałam, że jestem jakaś dziwna. Hej, Maxon nie był rozmemłanym bohaterem! Była bardzo sympatyczny ♥ Hahahahaha :D
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Słodkie opowieści są fajne ale odpuscilam sobie tę serię po przeczytaniu pierwszych stron. Za bardzo cuchnialo mi to innymi młodzieżówkami xd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to typowa słodka opowieść, chociaż o cięższe tematy także zahacza. Jednak w 80% jest to po prostu urocza historia.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ja uwielbiam ,,Rywalki". Styl Kiery Cass jest cudowny! To jeden z najlepszych stylów, jakie przyszło mi poznać :D. Poza tym mi ta seria przypominała bardzo Kopciuszka :) Ale mimo jej schematyczności, uwielbiam ją <3 Szkoda, że ci aż tak bardzo się nie podobała :(

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♥
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że tak wiele osób ją lubi, bo naprawdę potencjał w niej był.
      Mnie jakoś dalej nie przekonuje ten styl, no ale trudno...
      Klimat i cała atmosfera, jak to fajnie nazwałaś "Kopciuszka" były naprawdę urocze i to w tej książce doceniłam.
      Też liczyłam na to, że ją polubię.
      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  6. O nie! ja niecierpię całej tej serii ''Rywalek'' dla mnie to takie typowe czytadła dla nastolatek, zabijanie czasu itp ktore nie wnosza żadnych wartości. Sama również nie oceniasz wysoko tej książki więc pewnie się nie myle. No i to podobieństwo do Igrzysk śmierci. Nienawidze jak ksiazki sa podobne do innych, to najgorsze co moze byc no i przewidywalnosc. Raczej nigdy nie przeczytam tej książki.
    Pozdrawiam! zapraszam do mnie;)
    (recenzentka-ksiazek.blogspot.com)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak, zgadzam się z Twoim pierwszym zdaniem-"Rywalki" to typowy odmóżdżacz, ale chyba takie książki też są potrzebne. Jednak nie są one dla mnie.
      Jesteś kolejną osobą, która zauważyła to podobieństwo do "IŚ"! Tak się cieszę, że nie jestem jedyna.
      Nic na siłę.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Marta! Wszem i wobec ogłaszam, że wróciłam. I przepraszam, ze mnie tu tak długo nie było (brak dobrego Wi-fi, brak czasu, brak warunków :<). I obiecuje że od teraz będę regularnie (plus/minus, bo czasem może mi coś umknąć, ale to mi wybaczysz, mam nadzieję :*)

    No to ci powiem, żeś się rozpisała :D Ja Rywalki czytałam bardzo dawno (znaczy nie wiem czy tak "baaardzo", ale dość dawno) temu, jak nie było jeszcze tego szału wokół nich, i w sumie nie było z kim o nich pogadać. Szał się zaczął cholera, jak skończyłam czytać -,-. Masz rację, trylogia tyłka nie urywa, jest taka... no banalna ;/. Do tej pory śnią mi się po nocach te nielogiczne zdania, o których wspomniałaś :P Nie mniej jednak czytało mi się wszystkie części mega szybko i lekko. Jak coś było denerwujące, to prześlizgiwałam się przez te fragmenty, jakoś je pomijałam.. no wiesz, tak czytałam, jakbym nie czytała. Dało się przeżyć ;). Okładki są nieziemskie, masz racje. Aż mi się smutno zrobiło, że nie mam ich na półeczce :'( (ale mam Klejnot, a w sumie klimat podobny, a historia lepsza :D Czytałaś??)

    Maxonem to się Kochana musisz ze mną podzielić, bo ja to ci go tak całego nie oddam xD <3 jeny, jak mnie denerwowało, jak ona mu dawała kosza, a potem się rozmyślała, ochrzaniała go, znów go chciała, później kazała mu iść w diabły... no tępa baba! Jak można było mieć wątpliwości jakiekolwiek?! ;<<

    Cholercia, bo ja już się w tym komentarzu zgubiłam i nie wiem com pisała a co nie xD Także może zakończę paplanine całusami i życzeniami zaczytanych, jesiennych wieczorów mocno zakrapianych gorącym kakałkiem? :D

    Buziaki ;**
    Q.

    https://doinnego.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ula! Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że Cię tu widzę! Cholernie za Tobą tęskniłam! ♥ A tam, nie przejmuj się, nie masz za co przepraszać, wszystko rozumiem! Wszystko wybaczę! :*

      Hahahaha no wiem. "Trochę" mnie poniosło.
      Myślę, że byłaś w dobrej sytuacji. Pomimo tego, że nie było z kim o nich pogadać, to przynajmniej nie podziałał na Ciebie ten wpływa społeczeństwa. Ja również wolałam odczekać cały ten szał, a dopiero potem je przeczytać.
      Cieszę się, że mamy podobne zdanie o tej książce. Faktycznie tyłka nie urwało.
      Wpisałam sobie szybciutko w Google "Klejnot" i wyłączyłam się na chwilę, bo podziwiałam okładkę. Boże, śliczna jest!! *.* Nie czytałam, ale jak polecasz, to z chęcią się zapoznam.
      Hahahahahah :D Dobra, podzielę się! :* Widzę, że nie tylko ja dostałam obsesji na punkcie księcia. America była okropna i ja na miejscu Maxona już dawno kopnęłabym ją w dup*! Raz leciała sobie do tego, a jak się z nim pokłóciła, to do innego. UGH -.- Na szczęście moja kuzynka rzuciła już tą książka, więc idiotka-Ami dostała za swoje! Chociaż to chyba i tak dla niej za mało!

      OO dziękuję za życzenia! Zaczytane wieczoru zakrapiane kakałkiem są jak najbardziej mile widziane!

      Buziaki!! :*

      Usuń
  8. Jezus Maryja, nie za dużo masz tych mężów?
    Gdzie Ty ich wszystkich pomieścisz?!
    Znaczy wiesz, jak coś to mogę udostępnić trochę powierzchni użytkowej xDDD
    If u know what I mean xD

    Ej kurde, kocham Igrzyska a Ty mi tutaj z takim ogromem podobieństw i teraz to jestem przepotężnie zaintrygowana kurcze. Może jednak to przeczytam? :D Ładne okładki ma ta seria przecież xD

    A propos męża to eeeee.... no nie wiem nie wiem, już kolejnego moje serducho chyba nie pomieści, zwłaszcza, że Jace tam się rozpycha jak gwiazda Hollywood.

    Jezu, czekaj u mnie na blogu będzie recenzja "Nie poddawaj się" - Rainbow Rowell. Czaisz, ja przeczytałam Rowell, mało tego! Ta ksiaża była ekstremalnie chora i głupia i....strasznie mi się podobała xDD

    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem pierwszego pytania :D
      Oczywiście, że nie za dużo! Ja tu tworzę cały harem! XD
      Hahahahaha rozwaliłaś mnie! :'D Okey, w takim razie pożycz trochę powierzchni użytkowej, bo sama nie wyrabiam!
      No, ale wiesz: o ile "Igrzyska" to było naprawdę wielkie COŚ, tak tu to jest totalne dno. Nie wierz tym przepięknym okładkom! :D Ale jak chcesz to przeczytaj na własną odpowiedzialność-zawsze możesz się w tej historii zakochać.
      Hahahahaha :D No wiadomo, że Jace zajmuje większą część Twojego serducha, ale jakbyś mu tak dyskretnie do ucha szepnęła, żeby się delikatnie w bok przesunął, to myślę, że miejsce dla jeszcze jednego księcia by się znalazło. :D
      O! Czekaj...Łączę fakty! Tak, czytałam dziś recenzję Uli tej książki i jestem szalenie ciekawa, jak Ty ją odebrałaś i mam nadzieję, że określisz jasno, czy warto to czytać czy nie, bo po opinii Uli chcę dać szansę Penelope i Bazowi, ale podobieństwo do "Harry'ego..." mnie zraża.
      Tak więc czekam niecierpliwie na reckę, bo tylko Tobie książka chora i głupia, mogła się spodobać! To oczywiście komplement! :/

      Buziaki! :*

      Usuń
    2. HAHAHHAHAHHAHHAHA xDD
      To jeszcze eunucha Ci brak :D
      Eeee... to nie czytam.
      Jasne, jakbym mu szepnęła, żeby się posunął, to by posunął, ale nie siebie xDDD
      Czytaj! Boże, ta ksiązka zbudowana jest na wątku homoseksualnym, ja Ci mówię- zakochasz się :D
      No cóż,Ty jesteś jedną z moich czytelniczek, więc wiesz... xDDD
      Mua :*

      Usuń
  9. Ja przeczytałam wszystko i nie przypadła mi do gustu seria bo irytowała mnie zawsze główna bohaterka ale postanowiłam, że dam im jeszcze jedną szansę zwłaszcza teraz kiedy znowu zrobiło się o nich tak głośno :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Główna bohaterka to największa porażka życia. Jak piszesz, że wszystko to znaczy, że "Następczyni" i "Koronę" też? I nie mów mi, że tam też jest tak samo irytująca bohaterka jak Ami, bo chyba nie wytrzymam!
      Koniecznie daj znać, jak Ci się te książki podobały za drugim razem.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Czytałam książkę jakieś dwa lata temu, zaraz po wydaniu, kiedy to nie było jeszcze takiego bumu na nią. Z tego co pamiętam, ogólnie byłam z nich zadowolona. Oczywiście książka nie była jakimś arcydziełem, miała swoje błędy (np irytująca główna bohaterkę, która zmieniała zdanie co do Maxona jak chorągiewka na wietrze- raz go chcę za chwilę nie i potem znów jednak chcę). Pewnie jeszcze kilka rzeczy mnie tam wkurzało, ale po takim czasie nie pamiętam tych złych rzeczy aż tak dokładnie. Wspominam ją za to dość miło, w miarę szybko się czytało i wbrew temu co piszesz, że książka jest przewidywalna (jak większość ostatnimi czasy), to ja i tak podziwiałam autorkę, że mając za fabułę wybór kandydatki dla Maxona, jako scenerię tylko zamek to autorka dała radę z pisaniem. Moim zdaniem całkiem fajnie jej to wyszło (ja bym z tego 3 tomów nie napisała haha). Nie nudziłam się podczas lektury, być może dlatego, że postawa i zachowanie księcia mnie oczarowały. Wiadomo jednak, że każdy odbiera książki na swój sposób. Jednemu się będzie podobać, drugiemu już nie :)

    Pozdrawiam
    Kejt_Pe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. America to największa wada tej książki. Raz idzie do Maxona, a jak się z nim pokłóci, to biegnie do Aspena... No jak można być tak głupim?!
      Doceniłam bajkowy klimat tych książek, który mi się bardzo podobał, a i fakt, że książki czytało się szybko podniósł trochę ocenę tych książek.
      Może i Kiera Cass dała radę z poprowadzeniem fabuły, bo jak już wspomniałam całe zakończenie historii było zadowalające, ale źle wykreowani bohaterowie i ten styl, który nadal pozostaje dla mnie zagadką, był okropny.
      Myślę, że gdyby tak wyrzucić niepotrzebne sceny to wyszłaby jedna porządna książka i jedna chudsza. Albo gdyby tak rozwinąć bardziej ten wątek rebeliantów, po którym czuje wielki niedosyt, to wyszłyby konkretne trzy powieści. A tak to mamy 300/400 stronowe lekkie czytadło.
      Zdecydowanie postawa Maxona była czarująca i sprawiała, że miękły mi nogi.
      Zgadzam się-każdy ma swoje gusta.
      Dziękuję za podzielenie się ze mną Twoimi spostrzeżeniami.
      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  11. Faktycznie był taki czas, że o tej serii było szalenie i prawie każdy (no dosłownie!) ją uwielbiał. Niezupełnie byłam do niej przekonana, bo jakoś wiało mi od niej sztampą, a i okładki zwiastowały denną opowiastkę. Świetnie, że w końcu się za nią NIE zabrałam, a w zamian trafiłam na fajną, krwistą i szczerą recenzję (swoją drogą bardzo dobrze wyszło Ci to podsumowanie/omówienie całej serii, brawo! ;) ). Teraz wiem, że to historia nie dla mnie, a Americę udusiłabym gołymi rękoma :D Nawiązań do "IŚ" jest mnóstwo i hm, podchodzi to już pod chamską kopię :/

    Pozdrawiam cieplutko,
    Paulina z naksiazki.blogspot.com ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi tam okładki się podobają, bo jestem zakochana w takich sukienkach, ale serio jakby tak na nie spojrzeć trzeźwym wzrokiem, to zwiastują raczej prostą historyjkę dla dziewczynek.
      A dziękuję bardzo za docenienie! Trochę się napracowałam, ale teraz widzę, że warto. :*
      Uwierz mi czytając te książki, America chce się zabić na tysiąc różnych sposobów, a uduszenie gołymi rękami może nie być dla niej szczególnie bolesne.
      Myślę, że chamską kopią jeszcze tego nazwać nie można (choć było blisko), bo "IŚ" są zdecydowanie lepsze i jednak skupiają się na czymś innym niż "Rywalki", no ale nie wolno też zapominać o tych podobieństwach.
      Dziękuję za cudowny komentarz!
      Ściskam! :*

      Usuń
  12. W tych książkach schemat goni schemat. Co jest ogrooomnym minusem, jednam muszę ci powiedzieć, że pierwsze dwa tomy pochłonęłam w trymigach!
    Jeśli chodzi o pierwszy tom, to byłam nim zauroczona. Znaczy kuły mnie w oczy te podobieństwa i schematy - ale to było takie lekkie mamidło xD

    Ami okropnie mnie denerwowała. To była jedna z bardziej irytujących bohaterek, z jakimi dane mi było się spotkać. Najgorsze było to: 'Ojej, jestem taka brzydka. Nic nie umiem, chcę wrócić do domu... albo nie! Chcę być księżniczką!... no a co jeśli jestem za głupia na rządzenie państwem???'
    Bosze, to tak denerwowało! Albo ten trójkąt! Ludzie złoci! Jak ja nienawidzę takich cholernych Mary Sue. "Aspen... nienienie! Maxon... albo nie! Nie wiem!"
    Te książki były bardzo przewidywalne, często aż nazbyt. Praktycznie nic się nie działo - ale jak już wspomniałam, mamidło. Czytałam pierwsze dwa tomy, kiedy miałam kaca książkowego - więc idealnie mogłam nie myśleć XD
    Jeśli chodzi o trzeci tom, to zatrzymałam się w połowie i nie idzie mi się ruszyć dalej. Stanęłam w miejscu i po prostu tak mi się nie chce już tego czytać... może zostawię to na kolejnego kaca xD

    Ogłaszam wszem i wobec, że jestem team Aspen!
    Gale była zawsze moim numerem jeden - pewnie dlatego też od początku pokochałam Aspena. Sam jego opis - dobrze zbudowany, czarne włosy i zielone oczy! Ja tutaj już wiedziałam, że go uwielbiam. Ale broń boże nie skazałabym go na Ami! On jest za fajny dla takiej histeryczki! Ja chętnie Aspena przygarnę! :D

    Okładkii!!!!!!! Obożebożeboże! One są przecudowne! Takie magiczne! Aż brak słów!
    Ale kończąc, książki nie były takie złe. Były cacy na kaca książkowego xD
    Ale żeś się rozpisała, Marta! :D

    Buziakii! :**

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No tak-nie da się nie zauważyć tej schematyczności :/
      Mnie również pierwszy tom zauroczył, ale niestety trochę bardziej w oczy kuły te podobieństwa.
      No, dziękuję.....w sumie to za Twoją obecność tutaj. W końcu ktoś zrozumiał moje narzekania względem Ami. Ona jest okropna-nie cierpię jej!!
      Trójkąt miłosny był tu zbędny. Naprawdę! Gdyby go nie było, to byłoby o wiele lepiej :D
      Trudno tu o jakąś akcję. Po prostu przez trzy książki trwają sobie eliminacje i tak w zasadzie to tyle, ale słusznie zauważyłaś, że to mamidło.
      O! Świetnie, że wspominasz o tym kacu, bo te książki są na niego chyba lekarstwem. Lekka, niezobowiązująca czytanka, która pozwoli książkoholikom wygrać walkę z kacem i nic więcej.
      No, jak Ty tak możesz? Najlepszego tomu nie skończyć? Ja wiem, że dużo osób twierdzi, że jest on najgorszy z całej trylogii i wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy skończyłam "Jedyną" i uświadomiłam sobie, że to najlepsza część ze wszystkich! Musisz to przeczytać, bo tam w końcu się coś dzieje i Ami przestaje być tak denerwująca!
      WOW! To teraz mnie zagięłaś! Team Aspen?! Żartujesz? Dlaczego?? Co on ma czego nie ma Maxon?? Hahaha :D A tak serio, to w sumie być Team Aspen, więcej Maxona dla mnie! :P Hyhyhyhy wyślę Ci go w prezencie na gwiazdkę (znaczy będę próbowała zapakować go w ozdobny papier, ale coś czuję, że nie pójdzie mi najlepiej).
      Największym plusem tych książek są okładki! No normalnie cud, miód i malina! *.* Ja chcę takie sukienki!!!
      No wiem, trochę mnie poniosło XD Ale musiałam się wygadać.

      Buziaki!! :*

      Usuń
    2. *bardzo szybka reakcja*
      Czego nie ma Maxon - a Aspen owszem?
      Czarne włosy i zielone oczy<3333333 Mam do tego słabość xD Serio - Ami zdążyła tylko wspomnieć o jego włosach, oczach, budowie ciała - a ja już gęba otwarta i oczy się świecą xDDDDDD
      Więcej dla ciebie! A Aspena przysyłaj! Bardzo chętnie bidulka przygarnę :D
      Buziole! :*

      Usuń
  13. Właśnie kilka minut temu skończyłam czytać recenzję "Elity" i po Twojej już sama nie wiem co o niej myśleć. Niewątpliwie okładki są świetne, ale chyba jeszcze się zastanowię zanim sięgnę po tą serię :)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma to jak porządnie namieszać komuś w głowie :D
      Wyrób sobie najlepiej własne zdanie ;)
      Okładki są przepiękne! Ale nie daj się zwieść-pamiętaj o wadach tych książek.
      Pozdrawiam! :*

      Usuń
  14. A mi książki bardzo się spodobały, no może czwarta była trochę gorsza. A okładki też mi się bardzo podobają! :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że dla Ciebie okazały się przyjemną lekturą.
      Czwarty tom dopiero przede mną, więc zobaczę, czy mi się spodoba czy nie.
      Okładki to jest arcydzieło!
      Pozdrawiam!

      Usuń
  15. Od dłuższego czasu mam ją w planach.
    I właśnie na planach się to skończyło. Jakoś nie mogę się za nią zabrać. Wiem, że to taka słodycz, a ja jednocześnie czuje się do niej zachęcona i nie.
    Okładki mnie przyciągają i odpychają swoim lukrowanym urokiem.
    Jak żyć? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. OCH, skąd ja to znam? Mieć w planach jakąś serię/książkę i nie móc się za nią zabrać. Jakie to znajome :P
      To jest słodka i urocza historyjka, więc polecam na kaca książkowego.
      Moim zdaniem te okładki mogą tylko przyciągać, no bo są takie piękne!!! *.*
      Jak żyć? Hmmm....Myślę, że nie da się żyć :P
      Pozdrawiam!

      Usuń
  16. Ja naszczęście Rywalki czytałam dawno zanim założyłam bloga, więc nie musiałaś męczyć się z kolejną recenzją tej książki xD Brawo dla mnie! (teraz jest czas kiedy bijesz mi brawa, HAHA)
    Niestety muszę ci przyznac rację, gdyż Rywaki są mocno podobne do Igrzysk śmierci. Jednak mi to aż tak nie przeszkadzało, gdyż pomimo wszelkich wad, ta seria była bardzo lekka i przyjemna. Pod czas czytania jej bardzo dobrze się bawiłam.
    No niestety tu znowu przyznam ci rację xD Ta ksiązka jest ogromnie przewidywalna! Ale tak ogromnie, ogromnie. OD pierwszych stron pierwszego domu można się domyślić jak skończy się kolejny.
    Tak,tacy ludzie są okropni. Mówią, że są brzydcy itepe, itede tylko po to by innni mówili im jacy to są piękni i wspaniali ;.;
    Ty chyba naprawdę jej nie lubisz Hahah.
    Jeśli chodzi o styl to w dużej mierze pochodzić może od tłumacza. Większości zdań nie da się dosłownie przetłumaczyć, więc tłumacz musi je zmienić niszcząc przy okazji szyk. Więc tak mi się wydaje, że to może być przez tłumacza. Ale ręki uciąć nie dam :P
    Tak, okładka jest piękna i bajeczka. Ja też uwielbam takie dawne stroje. Tylko marzę by założyć taką suknię i zatańczyć na jakimś balu u boku księcia pokroju Maxona *.* OH, marzenia
    Maxon jest cudowny i jest jednym z moich mężów :D Dlaczego u nas nie ma chłopaków takich jak on :'(
    Pomarzyć zawsze warto :') Ja cały czas wierzę, że spotkam swojego Shreka na ośle :P
    Oj, kobieto strasznie się rozpisałaś :D
    Świetna recenzja :)
    Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahah okey, okey *biję brawa* :D :D :P
      Bardzo się cieszę z tego, że przyznajesz mi rację xD :D
      Mi to trochę jednak przeszkadzało, bo "Igrzyska..." są cudowne i rażą mnie podobieństwa do tej wspaniałej trylogii.
      Dokładnie! Przewidywalność tych książek była nie do zniesienia!
      Właśnie wiem, że może to zależeć od tłumacza, ale też nie dam sobie ręki uciąć i jak na razie nienawidzę Kiery Cass za jej okropny styl, ale jakby okazało się, że to wina tłumacza, to wówczas znienawidzę jego! :P
      Nie lubię??! Kobieto, ja jej nienawidzę!! Zamordowałabym ją na milion sposobów, gdybym tylko mogła :D
      To trzeba przyznać-okładki są arcydziełem ♥ O tak! Zatańczyć w takiej pięknej sukni u boku Maxona-ACH!!! Rozpływam się :D
      No wiem, wiem-poniosło mnie :P
      Dziękuję <3
      Buziaki :*

      Usuń
  17. Widzę tu kawał dobrze wykonanej roboty! Serio, świetnie mi się czytało to podsumowanie serii :)

    Rywalki czytałam już dosyć dawno temu i, pomimo wielu wad (tak, historia jest schematyczna, tak, jest przewidywalna, tak, posiada niedociągnięcia), bardzo przypadły mi do gustu. Mają one dokładnie tak jak wspomniałaś taki magiczny klimat, że nawet jak jest źle, to i tak czujesz do nich jakiś sentyment, nić sympatii...

    Ami bywała denerwująca, Aspen mnie wkurzał i irytował, ale Maxon... Och, no po prostu kolejna moja miłość (chyba mamy kolejnego tego samego męża xD)!

    Okładki są cudowne! No po prostu na półce wyglądają przepięknie! Gorzej z dalszymi tomami, szczególnie z "Koroną" (Co ona ma z twarzą? Toż to taki mindfuck xD).

    Jeśli chodzi o analogie do Igrzysk Śmierci, to nigdy wcześniej nie patrzyłam na to w ten sposób, jednak jak widać jest ich troszkę... Tak, czy inaczej wiele książek dzisiaj nawiązuje do innych, a tutaj nie każdy to zauważy ;)

    Pozdrawiam cieplutko,
    Ola aka Zaczytana Iadala

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po pierwsze przepraszam, że dopiero teraz odpowiadam na komentarz,-trzy miesiące to jednak długi okres czasu-ale mówię prawdę, pisząc, że przeczytany był już w grudniu tylko, że czasu na odpowiedź brakło. Po drugie bardzo, ale to bardzo dziękuję! ♥ Naprawdę się starałam podczas pisania tego podsumowania i widzę, że nie wyszło mi to najgorzej.

      Ach! Nawet nie wiesz, jak to przyjemnie po tak wielu tygodniach znów przypomnieć sobie Maxona.... ♥♥ Aż się rozmarzyłam :D

      Okładki są wspaniałe!! Zgadzam się ta "Korona" nie powala. Też się zastanawiałam, co to ma być za wyraz twarzy :P Ale za to "Następczyni" jest prześliczna.

      "Troszkę". Wiem, że nie każdy to zauważy, ale moje krytyczne oko nie było dla tej trylogii tak łaskawe :D

      Pozdrawiam jeszcze gorącej! :*

      Usuń
  18. Trochę pomieszałaś mi uczucia co do tej książki xD Jak na razie to i tak czeka na półce, ale wcześniej miałam pozytywniejsze chęci. No cóż, zobaczymy :P

    Pozdrawiam, Seeker Of The Books

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha :D No cóż, taka moja rola :D
      Może akurat Tobie przypadną do gustu i będziesz w nich zakochana? Ja jestem po prostu krytycznym człowiekiem.

      Pozdrawiam!!

      Usuń